Kategorie przepisów
Data dodania: 22/01/2010
Ciepły schabowy, kluseczki, pieczone ziemniaczki, albo pierogi. Nie mamy wątpliwości co do walorów smakowych powyższych dań. Podane na ładnym talerzu cieszą podniebienie, sycą i sprawiają, że tęsknimy, gdy ich nie ma. Jednakże to co dla nas jest przysmakiem, dla kogoś innego może być odstręczające i obrzydliwe wręcz. Niemożliwe? Cóż, przyjrzyjmy się licznym przysmakom pochodzących z innych stron świata. Zobaczmy co takiego mieszkańcy innych krajów stawiają naprzeciw naszemu schabowemu.
Delikatniejsi Czytelnicy powinni w tym miejscu skończyć lekturę...
Zacznijmy od... larw. Larwy są dosyć powszechną przekąską w Australii. Według relacji australijskich smakoszy, smak pieczonych larw, niewiele różni się od naszego kurczaka.
Idźmy dalej, prosto do Sardynii. Tam, wyjątkowy rarytas stanowi ser. Niektórzy z nas lubują się w licznych odmianach pleśniowych serów, w Sardynii jednak, ser powinien być już zgniły i zawierać dodatek w postaci żerujących w nim białych robaczków.
Osobiście uwielbiam serniki. Nie wiem jednak, czy odważyłbym się na konsumpcję sernika z... aligatora. Ciasteczka serowe z mielonym mięsem aligatorów znaleźć można w sklepikach na terenie Luizjany.
Ośmiornica podana na talerzu? Czemu nie, podobno to smaczne i zdrowe danie. Jednakże Koreańczycy poszli w tej sztuce kulinarnej krok naprzód, serwując w restauracjach żywe i wesoło pląsające sztuki.
Jemy dziczyznę, tatara, świńskie, czy krowie mięso też nie jest nowością. Hiszpanie (słynący z upodobań do rogatego bydła), serwują ochoczo bycze jądra. Wiadomość dla zainteresowanych - przysmak do nabycia w Polsce. Pozostaje współczuć bykom...
Ortolan, jest przysmakiem, który doczekał się oficjalnego zakazu. Francuzi, znani z licznych perwersji kulinarnych, do niedawna zajadali się tym rzadkim gatunkiem ptaka. Spożywany w całości (nie szczędząc dzioba). Aby nadać ortolanom posmaku brandy, topiono je w kieliszku armaniaku.
Jeżeli o ptakach mowa, nie można pominąć baluta. Balut moi drodzy, jest rarytasem pochodzącym Południowo-Wschodniej Azji. Na pierwszy rzut oka nie widać w nim niczego szczególnego, jest to bowiem zwykłe kurze, lub kacze jajo. Tyle że dodatek stanowi ptaszek, który nie zdążył się jeszcze wykluć.
Napiszmy teraz co japońskiej wersji "rosyjskiej ruletki". Japońska ruletka nazywa się fugu. Fugu nie jest niczym innym, jak wesołą, pluskającą w wodzie rybką. Jednakże, ta rybka wręcz nasączona jest trucizną przy której cyjanek smakuje jak ziołowa herbatka. Oczywiście mistrzowie japońskiej kuchni bez trudu pozbywają się trujących części, podając gościom zamówioną potrawę, aby niecierpliwy klient mógł cieszyć się zamówionym daniem. No chyba, że japoński mistrz wstał dziś lewą nogą...
Zostańmy w Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie oprócz żywych ośmiornic i trujących ryb, króluje natto. Według Japończyków, potrawa ta zapewnia zdrowy wygląd i młodzieńczy wigor. A samo natto, to dobrze sfermentowana soja, być może nie tak smaczna jak soczyste cytrusy, ale zapewne zdrowsza...
Czym zajadają się w Tajlandii? Tam prawdziwą furorę robią chrupiące i smakowite karaluchy. Najlepiej smażone na wolnym ogniu. Ja chyba jednak do chrupania wybrałbym paczkę chipsów.
Na koniec dajmy coś mniej ekstrawaganckiego. Nopal. W Meksyku dodawany wszędzie. Nopal smażony, nopal gotowany, nopal dodany do sałatek, bądź będący składnikiem alkoholowych drinków. A nopal to zwykły meksykański kaktus, popularnością przewyższający tam naszą marchewkę.
Cóż wypada mi powiedzieć na zakończenie? Teraz chyba wszyscy cieszymy się, że mieszkamy w lekko zacofanej kulinarnie Polsce...
Wstaw na stronę:
Najnowsi użytkownicy
Kuchnie świata