
Nigella: „W kuchni, jak i w życiu, wiele zależy od kontrastu i równowagi. Tutaj cierpki aromat owocu marakui przebija się przez intensywny smak białej czekolady. Tylko taka mieszanka zapewni nam niepowtarzalny smak i zapach, lepkość i puszystość. Kiedy deser chwilę postoi, czysty, słodko-kwaśny sok z owoców zbiera się pod musem: ułóżcie najpierw w pucharku trochę malin (znów kontrast, tym razem również kolorów) i pozwólcie im przesiąknąć głęboko do musu.”

- czekolada biała 300 g
- jajka 6 szt
- marakuja 10 szt
- maliny 500 g

Łamiemy czekoladę na kawałki i rozpuszczamy w kuchence mikrofalowej przez koło 3 minuty lub w miseczce nad rondlem z gotującą się wodą; następnie odstawiamy miseczkę i pozwalamy czekoladzie odrobinę ostygnąć. Ubijamy białka na sztywną pianę. Bardzo delikatnie dodajemy żółtka do ostudzonej czekolady, uważając, by się nie zważyła. Przecinamy marakuję na połówki i wyciągamy łyżką nasiona owoców; sok, miąższ oraz nasiona wrzucamy do żółtek wymieszanych z czekoladą i na końcu dokładamy ubitą pianę, delikatnie mieszając do całkowitego połączenia składników. Układamy na spodzie dużej szklanej salaterki, albo 8-10 mniejszych pucharków warstwę malin – ciężko dokładnie określić ile, tak naprawdę zależy to od wielkości pucharków lub salaterki – i wlewamy mus. Zostawiamy w lodówce na co najmniej 4 godziny, jeśli używamy jednej dużej salaterki. Mimo że zwykle jestem raczej za wspólnym niż oddzielnym podawaniem do stołu, przy tym deserze częściej decyduję się na serwowanie go w indywidualnych pucharkach. Uważam, że jego smak jest na tyle intensywny, że można podawać go w małych porcjach, a niemożliwe jest nakładanie wielką wspólną łychą tak niewielkiej ilości do małego pucharka bez sprawiania wrażenia osoby skąpej.