


Wieczorem: mąki przesiać do miski. Drożdże rozkruszyć i zasypać cukrem w filiżance. Rozetrzeć łyżką. Do mąki dodać łyżeczkę soli, dolać mleko/wodę, kilka kropel oleju (wlać prosto z butelki, stąd te chlupki) i rozpuszczone drożdże. Wszystko wymieszać łyżką do połączenia się składników. Wtedy wyłożyć na blat posypany mąką i wygniatać ciasto około 5 minut (czasami, gdy się klei do rąk, podsypać jeszcze mąką).
Następnie przykryć miską i zostawiam na następne 5 minut. Po odpoczynku, wyrabiać jeszcze ok. 3 minut. Kulkę ciasta włożyć do lekko naoliwionej miski, przykryć w wstawić do lodówki na całą noc. Powinno dużo urosnąć.
Rano:
ciasto wyłożyć na blat i podzielić na 12 -16 części. Formować zwykłe, okrągłe bułeczki. Układać na blaszce, przykryć i pozostawić do wyrośnięcia na ok. 20 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do 220 stopni.
Bułeczki posmarować roztrzepanym jajkiem z odrobiną mleka i posypać: makiem, czarnuszką, sezamem czy słonecznikiem (ja użyłam tego ostatniego). Po wyrastaniu wędrują do piekarnika na 20 -25 minut. Po upieczeniu, szybko przełożyć na kratkę do przestudzenia.